Ostatnie Wpisy

Przereklamowany śmietnik 11. czerwca 2014 22:59:00 Komentarze (1)
linkologia.pl spis.pl

    Teraz słowo o reklamach w mieście. Jeżeli kiedykolwiek oglądaliście stare zdjęcia waszego miasta, z pewnością rzuciło wam się w oczy coś, co nie do końca jest jasne na pierwszy rzut oka. Jest czysto, i nie o brud tutaj chodzi, a o brak reklam zaśmiecających każdy budynek i wolny skwer. Ta różnica rzuca się w oczy aż za bardzo.

 

    Brakuje w naszym kraju regulacji dotyczących kierunkowskazów, więc samowolka kwitnie i oszpeca coraz bardziej nasze miasta, i nic się z tym nie dzieje dobrego. Są miejsca, które zwyczajnie odpychają śmietnikiem reklamowym, zamiast przyciągać, i naprawdę trudno się zorientować, która firma gdzie się znajduje. Zasadniczo przyczyną tego bałaganu jest wspomniany brak przepisów, jednak i zarządcy gruntów nie dbają o aspekt wizualny, bo i po co? Klient płaci, to ma jak chce.

Reklama

    W większości przypadków dałoby się uniknąć tego bałaganu, gdyby właściciel nieruchomości zrzeszającej kilku lub kilkunastu najemców zdecydował się wystawić słup reklamowy – konstrukcję przeznaczoną na grupę reklam – jednak to wymaga jednomyślności samych zainteresowanych jak i wspomnianego właściciela. I błędne koło, czyli brak przepisów, sprawia, że każdy robi, co chce.

 

    Reklamowe Eldorado nie jest przyjemne dla postronnego obserwatora, ale i zainteresowany może mieć problem z odnalezieniem w gąszczu reklam tej firmy, której akurat szuka. Jeszcze gorzej wypadają zabytki upstrzone reklamami; kamienice w centrach miast toną w takim śmietniku. Kto w ogóle wydał zgodę na takie szpetności?

 

    Porządkowanie nie nastąpi w naszych głowach – tutaj trzeba zdecydowanego działania, które zwróci uwagę postronnych obserwatorów zdegustowanych szajsem reklamowym oraz działania na szczeblu państwowym, bo skoro sami właściciele firm mają to w nosie, to ktoś za ten nos powinien ich poprowadzić. Jedną z takich inicjatyw jest akcja na Facebooku o nazwie Miasto Reklamacja, dzięki której można zobaczyć efekty pracy grafików ukazujących możliwe zmiany na terenach zaśmieconych reklamami, ale także rewiry zwyczajnie szpecące niegdyś piękne miejsca.

reklama 2

    A co z przyczepami rozstawionymi tu i ówdzie, świecącymi bilboardami w kierowców? I one powinny znaleźć się na celowniku! W gąszczu reklam, kiedy firm przybywa a każdy chce się reklamować trzeba zrobić przestrzeń przede wszystkim dla krajobrazu, a dopiero potem łagodnie weń wchodzić. Pomocą byłaby reklama zbiorcza, taka która w jednym miejscu gromadzi szereg ogłoszeń i odnośników, dodatkowo całkowity zakaz używania bilboardów na budynkach i wolnostojących – gdziekolwiek – bo państwo per se korzyści z tego nie ma (poza podatkami) natomiast szpecą one miasta najbardziej.

 

    Jeżeli nie chcecie, aby reklamowy śmietnik zdominował każdą wolną przestrzeń, macie szansę wypowiedzieć się w pewnej akcji, do której zachęcam...

LINK DO AKCJI

https://www.facebook.com/events/739065082802032/?ref_newsfeed_story_type=regular

Bezprawne Eldorado 09. czerwca 2014 13:07:00 Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

    W Polsce prawo nie istnieje. W praktyce. Nie to, że są rzeczy zakazane – można robić wszystko, tylko nie można dać się na tym złapać. Operując na bazie faktów w ostatnich dziesięciu latach, trzeba pogodzić się brakiem działań państwa wobec przestępców drogowych. Co więcej, skoro oni poczynają sobie coraz śmielej, a prawo nie idzie z tym trendem, oznacza to regres.

 

    W styczniu głośno zrobiło się o kierowcy pewnego samochodu, który jakimś cudem przeżył wypadek, pozbawiając przy okazji życia całą rodzinę . Zginęło sześć osób. I z tym wypadkiem kilka faktów jest związanych. Po pierwsze, od wielu lat pijani kierowcy stanowią zagrożenie dla trzeźwych użytkowników ruchu. Po drugie, wszyscy wiedzą, że Polacy piją i „potrafią” jeździć po pijaku. Po trzecie, premier zapowiadał rozprawienie się z nimi od dawna, i gówno z tego wyszło. Może jak zginie jego córka, potrącona w centrum Warszawy, przestanie płaszczyć się przed diabli wiedzą kim, i postawi sprawę jasno?

 

    A sprawa jasna jest dla wszystkich prawowitych i obywateli, za wyjątkiem całego pijanego tałatajstwa, sądów i rządu. Czyli tych złych. Nawet po wspomnianym wypadku zrobiła się nagonka polityczna naciskająca na zmianę, jednakże w pewnym momencie całkiem zdrowe i potrzebne przepisy – takie jak zabór pojazdu jako narzędzia przestępstwa – zostały przybite i ukrócone w imię… no właśnie, czego?

 

    Skończyło się niepewnym ustaleniem wysokiej kary i zaboru prawa jazdy. Hipotetycznie założę, że mam broń – i nie mam zezwolenia. Czy cokolwiek przeszkadza mi, abym tę broń zabrał gdzie chcę i zrobił z nią co chcę? Jest moja i ja z nią postępuje wedle własnego uznania. I nie mam na broń zezwolenia, wobec czego policja odbierze mi ją i może nawet posadzić za kratki, za jej posiadanie. Jak jest z samochodem?

 

    Samochód to dobro, które należy się Polakowi jak psu buda i nikt nie chce Kowalskiemu go odebrać, nawet wtedy kiedy Kowalski po pijaku pojedzie w miasto i może zabić Twoje dziecko, bo akurat był bardziej pijany niż zwykle. Takie są realia w tym chorym kraju: możesz jeździć po pijaku, ale nie możesz dać się złapać. I najwyraźniej sądy i politycy czynią to samo, w przeciwnym razie prawo już dawno zabierałoby nam samochód.

 

    I kto tu się boi? Skoro wszyscy są tacy porządni, dlaczego jeszcze nie mamy mocnego prawa a co i rusz na forach jeden użytkownik z drugim piszą, że to za mocna kara – zabieranie samochodu – i że nie należy jej stosować, bo praca Kowalskiego, bo rodzina…

 

    Zakładam hipotezę drugą: jestem pijanym kierowcą, który jedzie swoim samochodem przez miasto, łapie mnie policja i w wyniku kontroli tracę samochód. Prawo jazdy nie, bo już mi je zabrali. I samochód też, ale pierwszy, ale żem bogaty, to kupiłem sobie drugi, zapłaciłem karę i mam w nosie prawo. Tym razem tracę drugi pojazd i dostaję karę w wysokości 5OOO złotych. A żeby odzyskać mienie, muszę wpłacić 2/3 wartości pojazdu jako wykupne, oraz zapłacić 5OOO złotych na rzecz ofiar wypadków z udziałem pijanych kierowców. I dodatkowo karę 5OOO mandatu.

 

    Tracę jednorazowo 2OOOO złotych – mało kogo będzie stać na taki rajd, że o drugim nie wspomnę. Nawet jak nie wykupię pojazdu, co raczej oczywiste, bo kary mnie zeżrą, to nikt mi nie pożyczy auta, bo się będą bać, że i oni stracą przeze mnie. Tak – to TAKIE proste! W rok pozbylibyśmy się pijanych kierowców.

 

    Niech dowodem bezkarności przestępców za kierownicą będzie kierowca BMW z Warszawy, który ścigał się z motocyklami. I on nie miał prawo jazdy. Gdyby nie miał samochodu, nie byłoby tematu – ale nikt nie chce zobaczyć prostego i skutecznego rozwiązania dotyczącego piratów drogowych. Najwyraźniej surowe prawo zaszkodziłoby ludziom je stanowiącym i stojącym na jego straży… Skąd my to znamy.

Rząd OFEruje wybór 05. czerwca 2014 10:02:00 Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

    Cicho jest o zagarnięciu przez państwo naszych prywatnych pieniędzy, które te same państwo nakazało odkładać celem zabezpieczenia lepszej przyszłości, bo wiadomo – dwa filary to stabilizacja. Widocznie dla rządzących drugi filar okazał się wodą na pożar o nazwie „dziura w budżecie”. Co ciekawe, o OFE nie można reklamować aż do zakończenia wyboru czy pozostajemy w II filarze czy całość składek przenosimy do ZUS, i telewizja tak wzięła sobie do serca ten zakaz, że i ona również milczy.

    Nie milczą, w przeciwieństwie do telewizji, media internetowe. Raz po raz wynurza się jakaś niezależna opinia, i tak parę dni temu aktor Jacek Braciak w niewybrednych słowach skrytykował tę operację. W sumie z czterominutowego przekazu, gdyby wyciąć przekleństwa i rzeczy niepowiązane z przekazem, wyszło by krótkie „Okradają nas”.

    Dla szarego kowalskiego taka kradzież nie jest kradzieżą, wszak nic nie traci, ale każdemu powinna zapalić się czerwona lampka ostrożności. Skoro państwo zabiera coś, co samo powołało do życia, to czy ZUS sam w sobie jest bezpieczny? A co jeśli za kilka lub kilkanaście lat uznają instytucję za np. niedowartościowaną lub w tarapatach i zmniejszą ilość wypłat o jakąś tam kwotę, uzasadniając to potrzebą czy co tam wymyślą? Bo nikt nie da gwarancji odnośnie stabilności ZUS, a nawet jeżeli takowe teraz wypowie, będą one nic nie warte.

    Fundusze straciły duże pieniądze na tej operacji i odzyskują je, wypompowując duże kwoty z GPW, a na operacji tej tracą obywatele i inwestorzy (wiele akcji spółek notuje systematyczne spadki o rozmiarach katastrofy), więc operacja całkowicie bezzasadna z punktu widzenia ekonomicznego, na której nie skorzysta żaden obywatel, została nazwana „transferem”. TRANSFEREM? To ja się nie dziwię słowom Braciaka „Wyruchali nas!”

    Rząd wie swoje: Kowalski jest ofermą, który pozbawiony własnej myśli (bo i skąd ma takową posiadać, kiedy pożywia umysł telewizją stronniczą i taką samą prasą) zgodzi się na ZUS i będzie szczęśliwy, że dano mu wybór, państwo nasze widzi w nas ofermy ubezwłasnowolnione i wykonujące każde polecenie wydane przez włodarzy. Cóż…, mają racje – czy ktoś się sprzeciwił?

linkologia.pl spis.pl

    Na dalekim Zachodzie, czyli w USA, triumf świętuje nissan ze swoim modelem w pełni elektrycznym Leaf EV (EV – Electric Vehicle), których to wprowadzili na rynek przeszło 5O tys. egzemplarzy (a na całym świecie ponad 12O tys.). Trzeba zaznaczyć, że jest to pojazd w pełni elektryczny, czyli na prąd. Stany Zjednoczone to nie jedyna ostoja ekonomii i ochrony środowiska, ponieważ w Europie, a dokładnie w Norwegii sprzedaż samochodów EV rośnie średnio o 300% każdego roku. A co z Polską?

    Każdy wie, że Polska stoi paliwem – nie naszym, co prawda, ale tym importowanym, a że pojazdów mechanicznych jest u nas więcej niż Polaków, to na każdy litr paliwa rząd nałożył srogie podatki wszelkiej maści, aby mógł państwo utrzymać. Reasumując – gdyby nie paliwo, nasz budżet struchlałby aż o 23mld złotych, a co za tym idzie, prawie o 10% całego budżetu na 2014 rok. To trochę dużo!

    Więc gdyby ktoś w ogóle się zastanowił, dlaczego do teraz Polska w ogóle nie wspiera EV, odpowiedź ma w „forsie rządowej”. Polska ani nie wspiera zakupu EV przez firmy, ani na pewno szarego obywatela, a już najbardziej pewne jest to, że z tytułu ekologii nie otrzymamy zniżek na OC czy darmowych miejsc parkingowych w centrum miasta. Mało tego, jesteśmy tak zacofani, że rejestracja samochodu elektrycznego bazuje na pojemności skokowej silnika, której ten nie posiada, i opłata w OC jest również wyliczana wedle tej samej miary – czyż to nie fantastyczne? Kupujesz aparat cyfrowy a musisz płacić za utylizację kliszy…

 

Nissan Leaf

Nissan Leaf 2013 by Nissan

    Na tę chwilę samochody te są drogie na tyle, że Polsce nie grozi bankructwo – po prostu koncerny same wspierają rządy (Polski zwłaszcza) i wykręcają ceny na poziomie 1OO tys. złotych za dobrej klasy samochód (wspomniany Leaf czy Peugeot iOn), a mało tego, aby zrekompensować brak zużycia paliwa, dodają opłatę abonamentową za akumulator w wysokości nawet 5OO złotych miesięcznie. Bez tej opłaty i z małą dotacją rządu oraz Unii Europejskiej (która niby to jest tak pro-ekologiczna) zakup pojazdu EV zwróciłby się już po 6 latach użytkowania, licząc przebieg roczny na poziomie 2O kilometrów dziennie*

    Więc cała zabawa z bycie ekologiem na najważniejszej płaszczyźnie, czyli działania lokalnie na środowisko poprzez całkowity brak emisji spalin jest zabawą tylko i wyłącznie dla bogatych, których stać na zapłacenie 5OOOPLN abonamentu rocznie oraz na zakup samochodu o całkiem sporej wartości.

    Być może się to zmieni, wszak nawet w naszych granicach jest coraz więcej takich cudeniek, a Kraków i Warszawa testują aktualnie autobusy EV, które zamierzają wprowadzić na ulice miasta już w przyszłym roku celem oszczędności, jednak nie liczyłbym na zbyt szybką wymianę floty samochodowej. Znając życie, rząd znajdzie takich naukowców, którzy powiedzą o szkodliwości EV, akumulatorów  i co tam trzeba będzie, aby tylko zarzucić jakiś podatek. Może od elektryczności?

 

* - Niski koszt eksploatacji wynika z ceny w taryfie nocnej za prąd, który w przełożeniu na dystans wynosi około 3PLN./100km oraz bardzo niski koszt utrzymania pojazdu (brak przeglądów silnika, wymiany filtrów, olejów, napraw bieżących).

Przy okazji tematu: polecam stronę i forum w pełni poświęcone temu tematowi www.samochodyelektryczne.org

linkologia.pl spis.pl

      W Polsce posiadamy mechanizm zamówień publicznych zapobiegający korupcji, w postaci przetargów. W uproszczeniu wygląda to tak, że organ zamawia na przykład drogę powiatową, a oferenci składają swoje propozycje. Wybrana jest ta oferta, która jest najtańsza. To, czy owy system jest dobry przemilczę, bo przygotowania do Euro 2012 naszym kraju pokazały jakość tej instytucji i problemy z nią związane, natomiast powiedzenie „Polak potrafi” może nawet wyjść przy okazji owych przetargów. A jak się na tym zarabia nie uprawiając amatorki wie chyba co drugi burmistrz i radny w Polsce, który wybrał sobie – na mocy nadanych mu uprawnień – samochód do pracy dla siebie i swoich urzędników.

  Ostatnio wpadkę zaliczył komendant remizy, kupując luksusową limuzynę do zadań chemicznych. Ani to limuzyna, ani wóz bojowy (prasa nazwała wóz tak, aby brzmiało to mocno) ale nawet idiota nie obeznany z fachem strażaka zauważy pewne uchybienia w interesie kraju. Naciąganie, znaczy się.

     Ale to jeszcze nic. Gdybym miał salon i sprzedawał luksusowe samochody, zrobiłbym wszystko co zgodne z prawem, aby wejść w układy z włodarzami gdzie się da. Czyli zrobiłbym tak; radny zamawia w przetargu samochód, ja podaje jemu specyfikację tak wyśrubowaną, że mam zagwarantowaną wygraną, a on w zamian za tę (jakże wspaniałą) współpracę da mi zarobić. I żeby nie było, on pewnie też na tym zyska – nie tylko wymarzony wóz.

 

    Hitem okazał się magistrat z Wrocławia, który ogłaszając przetarg, wpisał dokładne wymiary pojazdu, jakie powinien spełnić aby wygrał. Gdyby jakiś śledczy zbadał sprawę, wyszłoby że właściciel salonu jest albo spokrewniony zlecającymi przetarg, albo jadają razem kolację i prowadzą inwestycję. Nie to jest najgorsze – najbardziej razi fakt obejścia prawa, czyli kpina z obostrzeń nie mających nic do zaoferowania w sprawie i całkowity brak poszanowania inteligencji obywateli.

Polski deal samochodowy

    Nie wiem czy przyszły kierowca tego pojazdu naprawdę potrzebuje w ogóle takiej maszyny, jednak rząd powinien coś zrobić z marnotrawieniem każdej złotówki, jaka wpłynie do kasy państwa. Ponieważ to nie pierwszy raz kiedy na jaw wychodzi podobna sytuacja, można śmiało założyć znacznie większą ilość tego typu „przetargów”, a co za tym idzie niegospodarność pieniężną osób na stanowiskach państwowych. Rząd powinien w trybie pilnym wprowadzić zakaz używania wymiaru pojazdów, pozostawiając jedynie trzy rubryki: rodzaj paliwa, rodzaj napędu i typ nadwozia. Wówczas faktycznie liczyłoby się przeznaczenie pojazdu oraz jego cena, a w konsekwencji nasze pieniądze.

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
28293031123
45678910
11121314151617
18192021222324
2526272829301

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii