Archiwum - września 2015

Obiecanki cacanki 26. września 2015 12:34:00 Komentarze (2)
linkologia.pl spis.pl

   Znów wybory. Znów te same obietnice. Tym razem naszła mnie niepokojąca myśl: iloraz inteligencji przeciętnego głosującego jest poniżej IQ upośledzonego szympansa łapiącego się na tę samą sztuczkę. W szkołąch albo nawet w przedszkolach powinno się wprowadzić nauczanie ekonomii, takie podstawowe, gdzie lekcje dotyczyłyby podatków, wypłaty i zależności pomiędzy tymi dwoma.

 

   Pani Kopacz, pan Miller, a w zasadzie każdy z tych pazernych, kłamliwych ściemniaczy obiecują podwyższyć wypłaty Polakom. No bo, wiadomo, Polak zarabia mało, a jak mu się powie ile dostanie więcej, to od razu będzie lepiej. A takiego wała! Po pierwsze, podniesienie wypłaty nic nie zmieni. A niech dostaniemy na rękę nawet 100000 złotych. Czy będziemy bogatsi? No, kurwa, nie. Halo! Podwyższenie pensji minimalnej wiąże się ze wzrostem podatków i kosztów pracy, zwiększa się koszt produkcji i samego produktu. Wiec niech debile w rządzie dadzą te 10000 zł, a pewnym jest, iż nic się nie zmieni.

 

   Prywatni przedsiębiorcy już pewnie kombinują, jak ominąć te gówniane obietnice, gdyby jednak weszły w życie, a skarbówka ma burzę w głowach, jak znaleźć tych kombinatorów.

   Słuchałem parę godzin wypowiedzi pani Szydło. W sumie niefortunne nazwisko, bo szydzi z inteligencji ludzi, albo co gorsza, wie o debiliźmie elektoratu i mówi o zwiększeniu zarobków, o jakimś „dawaniu rady” (Chuj na to kładę, bo i tak damy radę!”). Jak dadzą rade wcisnąć ciemnej masie lemingów, że podniesienie płacy coś zmieni to ja im gratuluję z owacją na stojąco. Co gorsze – w tej swojej przemowie, do bijącego brawa tłumu, ani razu, ANI RAZU, nie powiedziała, skąd weźmie pieniądze na te podwyżki. Boby musiała tłumaczyć tym bijącym brawa idiotom, że ta forsa przyjdzie od nich. Z pieprzonych podatków. A wtedy brawa by już nie bili, tylko chowali portfele.

Emigracja a sprawa Polski 16. września 2015 14:12:00 Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

     Tematem numer jeden w mediach jest emigracja, a to za sprawą Unii Europejskiej, która nakazuje nam przyjąć konkretną ilość, nazywaną kwotą. Sprawa emigracji jest jednak znacznie starsza i najpewniej przeszłaby koło uszu, gdyby nie te kwoty. W sieci trwa gównoburza i nasze najgorsze obawy, ksenofobizm, rasizm wychodzą na jaw w iście najgorszym wydaniu. Ale są ku temu przesłanki. Pochylę się nad faktami, aby opisać problem emigracji dla przyszłości Polski.

 

     Emigrantem jest człowiek, który opuszcza kraj dla lepszego statusu materialnego, czyli dokonuje emigracji zarobkowej (tak jak Polacy wyjeżdżający do Niemiec, Anglii czy Norwegii) lub ucieka z własnego kraju z powodu wojny (albo innych powodów). Poprawa bytu jednostki emigrującej pozwala na rozwój rodziny. Prawo emigracyjne w UE umożliwia także ściągnięcie emigrantowi własnej rodziny, a to oznacza że statystycznie na jednego emigranta przypada trzyosobowa rodzina, więc ściągnięcie 10 tys. emigrantów zakończy się przyjęciem realnej sumy 40 tys. ludzi. W skali obywateli Polski jest to niewielki odsetek. Jak wspomniałem, poprawa dobrobytu (oraz pakiety socjalne dla rodzin wielodzietnych, zapomogi) sprzyja rozwojowi rodziny, dlatego każda z tych rodzin będzie się rozwijać, dokładając co najmniej dwoje dzieci, co w rezultacie, za 20 lat będzie skutkować zwiększeniem liczby ludności bliskowschodniej do 60 tys., a w kolejnych 20 latach 200 tys. A to już całkiem dużo. I to wszystko przy bardzo malutkiej liczbie przyjętych emigrantów. Jednak porównując to do całkowitej skali napływających, liczby te będą szły w miliony! Miliony, które – jak każda grupa etniczna – będą łączyć się w konglomeraty, tworzyć odizolowane dzielnice, nawet w Polsce, i będą zmieniać otoczenie wedle własnych potrzeb i nawyków. Z drugiej strony przyrost naturalny w Polsce jest ujemny, zaś w krajach bliskowschodnich dodatni, co oznacza że – gdy imigracja będzie kontynuowana przez kilka lat – stosunek autochtonów do napływającej ludności będzie malał. W skali Europy zjawisko te będzie znacznie szybsze niżeli w naszym kraju.

 

     W Europie powstanie ścisk ludności autochtonicznej równolegle ze ściskiem ludności napływającej, co w dalszym czasie skłoni emigrantów do wybrania nowego miejsca docelowego, gdzie jest po prostu luźniej. I tu, obok Szwecji, Austrii, Norwegii czy Czech pojawi się Polska, kraj na tyle dobrze rozwinięty i prawy (o lewicowych poglądach w rządzie dotyczących emigrantów), że będzie azylem w tym tłoku ze stabilnym, rozwijanym przez przebywających od kilka lat emigrantów, zapleczem. Po prostu; prędzej czy później wzrost ludności napływającej zmusi do rozlania się ich w miejsca dające możliwość dalszej egzystencji.

 

     Celowo odkładam na bok rozwodzenie się na temat kultury (albo jej braku), nawyków, religii – opisuję jak działa emigracja i z czym ona się wiąże w kolejnych latach. I Polacy to też wiedzą, czują co z tego wyniknie (przykład Francji ma tutaj duże znaczenie) i najzwyczajniej w świecie, w swój buntowniczy sposób, dają własnym myślom upust. Rządy UE jakby celowo unikają rozwiązania problemu w zalążku, w miejscu jego powstania, licząc najpewniej, że w pewnym momencie powiedzą stop – ale tego nie da się zatrzymać słowem, a już na pewno czynem, ponieważ wymagałoby to użycia siły, którą Unia tępi.

Egzamin z demokracji oblany 07. września 2015 07:35:00 Komentarze (2)
linkologia.pl spis.pl

     Najważniejszą częścią demokratycznego kraju jest korzystanie z prawa do głosowania przez obywatela w kwestiach ważnych lub mniej ważnych. Bo w demokracji to obywatel decyduje o losach państwa: przez wybór prezydenta, do włodarzy okolicznych gmin i wiosek. I są też referenda, mające ustabilizować kwestie sporne pomiędzy wybranymi demokratycznie politykami a obywatelami. I przychodzi taki moment, że egzamin z demokracji mamy oblany.

 

     Polska nie zasługuje na demokrację – Polacy zasługują na to piekiełko, które urządzają politycy: na przekręty, machloje, rozkradanie budżetu, uprawianie własnego grajdołka. Dlaczego? Bo mamy to w dupie. Jeżeli na referendum idzie zaledwie 10% uprawnionych do głosowania, to świadczy to już nie o jakości rządu, a o jakości obywateli. W takim układzie nasz rząd jest odzwierciedleniem tej jakości, i podobnie jak beznadziejni obywatele, trzyma ten sam poziom.

 

     Można było zrobić mały kroczek w przód i coś tam zmienić, ale prezydent Komorowski, jak i cała klika zasiadająca na Wiejskiej wiedziała, że wyciągnięcie wymaganych 51% liczby głosów w referendum jest w najlepszym wypadku bajeczką, w najgorszym demokratycznym koszmarem. To akurat nikogo nie dziwi z polityków, sami przyznają, że taki wynik frekwencji był spodziewany. Oni są po prostu o krok na przód przed leniwymi, odmóżdżonymi obywatelami mającymi w nosie to, co z tym krajem się dzieje i dziać będzie.

radiopestka | projektdomu | kormotrin | pefioricet | szara-codziennosc | Mailing