Archiwum - marca 2015

Nie ma komu walczyć... 18. marca 2015 09:04:00 Komentarze (1)
linkologia.pl spis.pl

    Jak przy każdym zagrożeniu, nawet teoretycznym, media podchwytują temat i analizują stan polskiego wojska oraz potencjalnego wroga. Najważniejszym według nich jest czynnik ludzki, czyli ile wojska posiadają ewentualne antagonistyczne armie. Ostatni sondaż Millward Brawn pokazuje, że tylko 27% Polakó zdecyduje się walczyć za kraj. Sondaż swoje, my wiemy swoje – podobnie jak to jest w przypadku wszelakich akcji „protestacyjnych”, w których udział ma wziąć 1000 ludzi a przychodzi 10, można śmiało stwierdzić, że procenty te spadłyby o połowę, gdyby przyszło realne zagrożenie wojną.

 

    Nie ma co się dziwić – nowoczesna wojna nie bazuje na liczbie wojska, lecz na sprzęcie i jego jakości, a w przypadku konfrontacji z Rosją, jedyne co możemy przeciwstawić, to wojska pancerne. Lotnictwo, obrona rakietowa, marynarka istnieje na papierze, a to co faktycznie posiadamy jest kroplą w morzu potrzeb na wypadek konieczności obrony granic. Te rzeczy wie każdy laik, ponieważ historia pokazała, jak ważny jest sprzęt i lotnictwo.

 

    Poza tym, brak chętnych do walki to także zasługa rządzących krajem, którzy wycyckali z obywateli wszystko, nawet nadzieję na lepsze jutro – więc skoro nawet władze Polski nie potrafią zapewnić lepszego jutra w czasie pokoju, jak mieliby zadbać o to w czasie wojny?!

 

    Pomysły na obronność kraju rodzą się w głowach polityków w tempie iście panicznym; nie dawno dowiedzieliśmy się, że pracownicy ochrony mają stanowić pierwszą linię obrony w przypadku „zielonych ludzików”, teraz dochodzą do tego organizacje paramilitarne, czyli tak zwana „darmocha”. Czyżby znów szukanie oszczędności tam, gdzie szukać ich nigdy nie wolno, zwłaszcza w dobie realnego zagrożenia?! Tym bardziej to wszystko jest śmieszne, gdy przypomnę sobie, dlaczego rząd zlikwidował zasadniczą służbę wojskową (tzw. pobór przymusowy), argumentując, że żołnierz z takiego poboru jest dużo mniej wartościowy niż wojsko zawodowe. Emeryt z grupą inwalidzką z pewnością nadaje się bardziej... Jasne.

 

    I w ten sposób, swoimi pozbawionymi logiki decyzjami, rząd zniechęca obywateli do stawienia czoła wrogowi, zachęcając jednocześnie do jeszcze szybszej emigracji do miejsc, gdzie zachowały się skrawki rozsądku.

 

linkologia.pl spis.pl

Kultura na drogach 13. marca 2015 11:29:00 Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

    Jeśli myślę o kierowcach i pieszych, za każdym razem podnosi mnie się ciśnienie, gdyż akurat w tej części pożycia społecznego najbardziej wychodzi brak kultury u Polaków. Najwięcej zwad dochodzi na przejściach dla pieszych – co jakiś czas w mediach pojawia się informacja o wypadku z udziałem pieszego, komentarze po równo obarczają winą kierowcę i „zebrowicza”, ale poszkodowanym jest zawsze człowiek bez osłony. W tamtym roku w wypadkach na przejściach dla pieszych zginęło ponad tysiąc osób, co daje 1/3 wszystkich zgonów w ruchu drogowym. To całkiem spora liczba jak na cywilizowany kraj. Więc może wcale tak cywilizowani nie jesteśmy na drogach.

 

    W miejscu gdzie pracuję znajduje się osiedlowa uliczka o sporym natężeniu ruchu, jest też dużo parkingów, na których nauki jazdy ćwiczą różne manewry, a niska prędkość zachęca instruktorów do zapuszczania się pomiędzy bloki wraz z kursantami celem doskonalenia umiejętności parkowania. I tutaj chcę zaznaczyć, że na dwóch przejściach dla pieszych tylko wspomniane „L-ki” ustępują pierwszeństwa pieszym, natomiast pozostali kierowcy mają w nosie przepisy, bezpieczeństwo i wszelką kulturę; nie przepuszczają staruszków, matki z dzieckiem, dzieci… nikogo. Wielokrotnie, przechodząc ostrożnie przez zebrę, musiałem uciekać przed nadjeżdżającym samochodem. Kierowcy  bez „L-ki” z automatu uważają się za lepszych.

 

    Ci lepsi, czyli nie w nauce jazdy, są tak dobrzy w jeździe, że każdy inny uczestnik ruchu, nie ważne czy rowerzysta, pieszy, inny kierowca, jest debilem, ćwokiem, burakiem… bogactwo inwektyw jest nieskończone. Pewnie dlatego Polacy są tak doskonałymi kierowcami; potrafią na autostradzie A4, prostej, dwupasmowej drodze, spowodować samodzielnie wypadek i dachować, po pijaku j prowadzą świetnie (jak dobrze? tego często nie wiedzą, bo trupy nie oglądają wiadomości), i wszystko przewidzą.

 

    Pewność siebie nakazuje uznać własne umiejętności za co najmniej dobre, a każdy inny uczestnik ruchu jest gorszy. Zawsze. Problem tkwi nie w kierowcach, ale w Polakach w ogóle, zaś środek transportu w postaci prywatnego samochodu dodaje animuszu, pozwala na ucieczkę lub pogrożenie innym „Patrz, jaki jestem kozak!”, dlatego kierowcy zamknięci w metalowej puszcze nie patrzą w ogóle na świat, gdyż oni w danej chwili, w trakcie prowadzenia samochodu, są jego pępkiem. Reszta to przeszkadzający dodatek.

 

    Przerośnięte ego kierowców kosztuje nie raz życie innych ludzi; mało kto pomyśli, wciskając gaz i wyprzedzając na podwójnej ciągłej, przed zakrętem, o czynnikach innych niż duet mój samochód + moje umiejętności, jakby inni uczestnicy ruchu, warunki pogodowe, oraz setka zmiennych nie istniała. A kierowcy poza autem? Wystarczy zagłębić się w lekturę jakiegokolwiek fora z komentarzami do wypadku i widać, jacy jesteśmy doskonali. Jedynie statystyka tej kulturze zaprzecza, ale przecież to tylko statystyka.

 

IV rozbiór Polski 06. marca 2015 11:17:00 Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

    Panuje powszechna opinia, że w nowoczesnym świecie nie można rozebrać państwa. Najnowsza historia, a w zasadzie stan aktualny, dziejący się na naszych oczach, pokazuje, że wszystko można, wystarczą odpowiednie sumy. Polska jest rozbierana ze wszystkiego, co da się  jej odebrać.

 

    Rządzący przez ostatnie 25 lat prywatyzacji sprzedali każdy element, fundament, silnego, niezależnego państwa: przemysł ciężki przestał istnieć, zbrojeniówka dogorywa, zakłady motoryzacyjne znikły z map, gazownictwo jest w niebycie. To co jest, pozostaje w prywatnych rękach zagranicznych inwestorów lub po cichu przekazuje się to w obce ręce. Zagraniczne ręce. Za jaką cenę? Przynależności do Unii. Gdyby nasi rządzący, przez ostatnie dwie dekady, nie ulegli presji, bylibyśmy narażeni na ostracyzm, a w ostateczności, szukając jakiegokolwiek sojusznika, przytulalibyśmy się do Rosji, byleby „czuć” wsparcie.

 

    Unia i NATO to papierowe dla nas twory – tak papierowe jak traktaty zawarte przez 1 września 1939 roku. A jest w tym ciekawa logika: w razie wojny, jesteśmy nie tylko bezbronni, ale z braku wartościowych dla Unii i NATO zasobów (silne wojsko, mocne zagłębie metalurgiczne, paliwa kopalniane) można nas „poświęcić”.

 

    Z drugiej strony media mamią nas nowymi osiągnięciami w każdej z tych dziedzin, która naprawdę sięga dna. Na przykład często w prasie, przy okazji ważniejszego wydarzenia wojskowego, pokazuje się prototyp polskiego czołgu lekkiego PL 01 Concept, i wszystko fajnie. Ale kto zza granicy pozwoli, abyśmy mieli nowoczesny czołg? Oczywiście, nikt i jak przyjdzie do uruchomienia produkcji okaże się: a) jest wadliwy b) nierentowny c) Niemcy sprzedadzą nam taniej Leopardy (więc zależność od obcego państwa zapewniona) d) Rząd postanowi uciąć budżet – ale zrobi się wszystko, abyśmy nie posiadali silnego filaru wojska. Własnego filaru.

 

    Podobnie jest z gazem łupkowym. To że jest w naszej ziemi, nikogo nie zaskakuje – natomiast rządzący chętniej wydadzą 500 milionów złotych na gazoport (ta, do sprowadzania gazu od innych państw), niżeli zainwestują tę sumę we własną infrastrukturę. Bo się nie opłaca? Tak, ale tylko Unii, bo Polska by na tym zyskała. Motoryzacja? Lepiej postawić fabryki dla Volkswagena i dać ludziom pracę (rząd chwali się że zmniejsza się bezrobocie, a tymczasem to nie rząd daje pracę, tylko zagraniczny koncern, zyskując na tym krocie), niż przypadkiem postawić tę gałąź gospodarki na nogi.

 

    Wszystko wyprzedajmy, nawet ziemie i lasy – bądźmy mili dla Unii, a ona kopnie nas w dupę, kiedy będziemy już bezużyteczni, rozebrani ze wszystkiego, co da się nam jeszcze zabrać.