Archiwum - lipca 2014

Śmiech na Sali 29. lipca 2014 21:01:00 Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

    Nigdy nie miałem zatargu z prawem, nawet nie widziałem na własne oczy sali sądowej, ale czego boję się najbardziej w życiu (poza problemów z prostatą) to polskiego prawa. Wydaje mi się ono czymś papierowym, nie w sensie ustaw, ale istniejącym tylko w głowach jakiejś wyimaginowanej kasty, która je ustaliła.

 

    W życiu spotykacie ludzi, którzy załatwią to i owo na imprezę, takich co dostali w nos dotkliwie i sprawa ucichła, takich co zwinęli grubszy sprzęt – słychać to zewsząd. Żaden prowodyr nie został ujęty, można z nimi porozmawiać, oni z kolei pośmieją się z prawa i robią swoje. Policja zdaje się też wiedzieć, kto komu wadzi, kto czym handluje i też pozwala na każdą działalność. Pamiętam, że przy okazji kradzieży luksusowego samochodu, jeden z funkcjonariuszy powiedział „Trzeba iść do X, on takie zwija”. Że CO?

 

    Jest pewien dysonans w naszej rzeczywistości prawno-sądowej, którą większość zna z telewizji, a tym co prezentuje codzienność. Sprawa ma się jeszcze gorzej, jeżeli pożywiamy mózg prasą i telewizją. W tym przypadku nie ma kłamstwa, przecież to prawdziwe wyroki w prawdziwych sprawach, jednak całkowicie nierealne.

 

    Dziwi mnie przede wszystkim możliwość zabijania ludzi, która – w zależności od sposobu  - daje tyle interpretacji, od których brzuch ze śmiechu puchnie, a tak naprawdę wywołuje dreszcze przerażenia.

 

    Zabić człowieka można na kilka sposobów, na przykład pobić na śmierć, uderzyć kijem w głowę, potrącić samochodem, zastrzelić lub ewentualnie pchnąć nożem. Efekt końcowy, czyli martwy obywatel, jest identyczny, ale z jakichś powodów prawo rozróżnia te czyny całkowicie odmiennie. Niedawno wyrok sądu w głośnej sprawie bramkarza, który pobił na śmierć chłopaka przed dyskoteką brzmiał „Sześć lat”. Oznacza to, ni mniej ni więcej, że oskarżony może ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po połowie czasu, czyli przy sprzyjających wiatrach, wyjdzie za trzy lata. I to wszystko w majestacie prawa!

 

    W Ameryce są trzy stopnie morderstwa (ogólnie rzecz ujmując). Pierwszy stopień to zabójstwo z działaniem umyślnym, drugi to działanie w afekcie, trzeci to pozbawienie życia niechcący (najłagodniejszy wymiar kary). Pierwszy, co oczywiste, jest najostrzejszy w ocenie ławy przysięgłych – kwalifikuje się do tego każdy czyn wymierzony ofierze, którego efektem jest zgon. Czyli może być to pobicie, potrącenie, uderzenie... dosłownie wszystko, co przyczyniło się do śmierci pokrzywdzonego, a było wynikiem działania oprawcy. Pijany kierowca, który zabije przechodnia, może liczyć na zabójstwo drugiego stopnia, ale i tu nie ma lekko, bo za to jest minimum piętnaście lat. Jest ostro.

 

    W Polsce, nie wiedzieć czemu, do wszystkiego są okoliczności łagodzące. Już nie wspomnę, że bywa i tak, że przestępca (w sprawie oczywistej) nie zawsze otrzymuje areszt, ale zwyczajne kwalifikacje czynu to lista tak długa, na której może znaleźć się tak głupi wpis, że „Oskarżony miał zły dzień” (sprawa zabicia żony, pod wpływem alkoholu, kiedy to oprawca został zwolniony z pracy i zatłukł swoją małżonkę przy pomocy nogi od krzesła). Ja się zapytam, co to za różnica, czym został ktoś zabity, skoro działanie – atak wszelki – na ciało drugiego człowieka może doprowadzić do zgonu? Czy trzeba wprowadzić specjalną edukację do szkół o nazwie „ Jak nie bić, by nie zabić?” aby sądy mogły rozróżniać czyny świadome (ataki) od tych nieświadomych? Co ja piszę, jaki atak jest nieświadomy? Żaden! Otóż, prawo powinno jasno stanowić, kiedy jest zabójstwo – a właśnie wtedy, kiedy agresor, przez swoje działanie (atak) doprowadza do śmierci drugiej jednostki.

 

    To jeszcze nic. Wrócę na chwilę do sytuacji z początku roku, kiedy to młody mężczyzna zabił sześć osób na przejeździe, dlatego że był pijany. Co z wielokrotnością kary? Jedno życie, jedna kara – tego również w polskim Kodeksie Karnym nie ma, i też nie wiadomo dlaczego.

 

   Trąbi się, dosłownie, o więzieniach dla niebezpiecznych ludzi, do których nie wysyła się zabójców – tam przesiadują bossowie, ludzie grubego kalibru, a gwałciciele i mordercy wychodzą po kilku latach. Nie tak dawno, bo w 2010 roku na wolność wyszedł pewien osobnik, który natychmiast po wyjściu zabił kolejną ofiarę. Okazało się, że otrzymał wyrok 15 lat, ale został on skrócony do 7,5 za dobre sprawowanie. Dlatego boję się polskiego prawa, bo w czasie, kiedy oprawcy odzyskują wolność, ich – być może – niedoszłe ofiary, mogą stracić wszystko. Na przykład zaskarżenie o pobicie, sprawa, skazanie – i weź spotkaj na ulicy po roku tego, którego oskarżyłeś. W większości przypadków rok odsiatki jest niczym w porównaniu z zemstą, a ta może być tragiczna w skutkach – dlatego, w warunkach recydywy, przestępcy zamieniają się w morderców.

 

    Ostatni przypadek – pięciu mężczyzn katuje pijanego na ulicy; możliwa kara? Dziesięć lat więzienia, ponieważ jest to pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Gwarantuję, że tylko jeden otrzyma 8 lat, drugi 5, reszta 3, być może w zawieszeniu. W Ameryce – wcale nie idealnej – wszyscy otrzymali by dożywocie, i po problemie. Niedaleko mojego miejsca zamieszkania zabito mężczyznę, podobny przypadek – sprawcy otrzymali wyroki w zawieszeniu, ponieważ sekcja zwłok wykazała obszerny wylew krwi do mózgu. To nic, że po prostu skakali po jego głowie, nic to, że umierał kilkanaście minut zanim przyjechała karetka, że kamera monitoringu wszystko nagrała – po prostu chłop dostał wylewu, i nie było to związane z tym, że trzech wyrostków deptało go ile wejdzie.

 

    Każdy szuka sprawiedliwości, popularne u nas hasło z kodeksu Hammurabiego „Oko za oko, ząb za ząb” też nie jest idealne, gdyż sam kodeks tego władcy miał swoje „ale”, jednak – kiedy przyjdzie do zmierzenia się z polskim prawem – najbardziej drżą poszkodowani. Nie można, na przykład, bronić domu wszelkimi środkami – zabicie agresora, nawet podczas bójki, kończy się wyrokiem skazującym dla broniącego. Wyroków tego typu, szeroko komentowanych w internecie, są setki – a mimo to, według sądu, lepiej aby obrońca zginął, przestępca uciekł i można sprawę zamknąć z tytułem NN.

 

    Patrząc na to, co się dzieje w sądach, nie dziwię się, że niektórzy oskarżeni śmieją się z wyroków, ot pokazują prawdę wbrew mądrym czytaniom i górnolotnym stwierdzeniom, które tylko papugi rozumieją.

Drogie drogi na wakacje 27. lipca 2014 12:34:00 Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

    Jeszcze w 2006 roku obwieszczano wszem i wobec, że za kilka lat Polak pojedzie ze śląska nad morze tanio i szybko, czy wybierze pociąg PKP, czy własny samochód. Za obietnicami szybkiego przemieszczania się stały Pendolino oraz zmodernizowana, nowoczesna sieć trakcyjna oraz autostrady. Politycy jasno określili cel: brak utrudnień w tej materii, czysta przyjemność podróżowania.

 

    Właśnie wtedy trafiłem na wyliczenia, których autor udowadniał, że te obietnice nie mogą zostać spełnione, ponieważ – jak głosił – Polska gospodarka straci setki milionów złotych nawet przy dwukrotnie wyższych cenach za bilety kolejowe oraz za paliwo. Przyjrzałem się sytuacji w tym roku bliżej, aby jasno i bez kłamstw zdemaskować jeden z większych przekrętów, i wcale nie jest to wydumana teoria spiskowa. Ot co, kolejny skok na kasę. Naszą kasę.

 

 

    Jedziemy z Krakowa do Gdańska. Jest piękna pogoda, słońce grzeje, urlop zaklepany. Do wyboru mamy nowoczesną kolej (choć jeszcze bez Pendolino), sieć autostrad i prywatny samochód oraz samolot. Nagle, przy wyliczeniach kosztów podróży i skorelowaniu ich pod pewnym kątem, wyjdzie doskonały poziom, sztucznie utrzymywany przez polityków. Poziom cen, rzecz jasna.

 

    Zacznijmy od czasu i kosztów; Samochodem: około 10 godzin. Pociągiem: około 10 godzin. Samolotem, z dojazdem na lotnisko i z lotniska w miejsce docelowe: 5 godzin.

 

    Cena biletu na pociąg IC wynosi 80zł od osoby. Tę samą trasę samochodem pokonamy za średnią cenę 220zł (zależy od tego, czy samochód jest dieslem czy na benzynę), samolotem, z dojazdem taksówką, koszt wyniesie 400zł.

 

    W tym wyliczeniu widać już pewien wzór, kiedy połączy się to z praktyką podróży, czyli liczbą osób jeżdżących razem na wakacje. O ile koszta samolotu nagle przestają być ważne, gdyż zwyczajnie rosną wprost proporcjonalnie do liczby osób (podobnie jak cena biletu kolejowego), to jednak pierwsze dwa środki transportu niebezpiecznie zbliżają się do tej samej wartości. Odpowiednio 160zł/osobę dla kolei oraz 130zł dla samochodu – jeżeli nad morze jadą dwie osoby. To tylko teoria trasy – teraz dochodzą jeszcze opłaty za autostradę, czyli 24zł na bramkach. I nagle mamy rozbieg w cenach nie większy niż 6 zł.

 

    Po tych wyliczeniach należy bezpośrednio przejść z rachunku ekonomicznego do rachuby komfortu, gdzie czas ma największe znaczenie. Nikt nie chce gnić w samochodzie podczas upału, dlatego pociąg IC wydaje się lepszym rozwiązaniem. Czy tak jest? Nie, ponieważ w obu przypadkach czas przejazdu jest identyczny i kwota taka sama.

 

    I tu zaczyna się Teoria Spiskowa. Rządzącym nie opłaca się zapakować kilku osób w pociąg, ponieważ koszty utrzymania składów są w cenach biletu, dlatego zyski są znikome z tego przedsięwzięcia (większość spółek jest mocno zadłużonych) i należy tak dostosować trasę i komfort, aby ta czwórka pojechała nad morze samochodem. I choć na osobę wychodzi to tanio, w ogólnym rozrachunku liczba samochodów gwarantuje, że ich setka, jadących tą trasą zarobi więcej niż 1 pociąg. Znacznie więcej. W tym celu, aby ludzie wybierali samochód, przekonaniu o lepszych warunkach (i kosztach – choć te są sztucznie utrzymywane), rząd dba o przeładowane składy, przesiadki, wolne tempo jazdy.

 

    Z drugiej strony autostrady mają bramki, kumulujące samochody tak, aby prędkość podróży zmalała (a tym samym wzrosło zużycie paliwa), zaś drogi krajowe zostały obstawione fotoradarami gwarantującymi odpowiednio wolniejszy czas podróży. Połączenie tych trzech elementów zapewnia jeden wynik dla Kowalskiego (pod względem czasu i kosztu), natomiast rządowi dostarcza niesamowitego źródła dochodu, kierując turystę w sidła jednej decyzji pod maską wolnej woli.

 

    Pułapka zastawiona przez władze sprawdza się doskonale. Na potwierdzenie tej teorii rzucę dwa wnioski: jeżeli szybkie koleje są w interesie kraju, dlaczego inwestycje zostały rozłożone na ponad 20 lat?! Przecież – gdyby tak było – żadne środki nie byłyby przeszkodą do osiągnięcia zysków (czas to pieniądz – lepiej zrobić coś szybko, aby dłużej na tym zarabiać), i Pendolino, tak hucznie zapowiadane, trasę pokonywałoby o połowę szybciej, a nie zaledwie o 20% aktualnych wartości. Po drugie, jeżeli autostrady mają zmniejszyć czas podróży (a tym samym zyski z tytuły sprzedaży paliwa), dlaczego wszędzie montują bramki tamujące ruch i zwiększające koszty podróży? Odpowiedź jest prosta: nie można pozbawić się kroci, myto musi być niewidoczne, kolej wolna na tyle, aby była rozpatrywana jako druga opcja podróży, zaś drogi szybkiego ruchu były takie tylko z nazwy.

 

     Starannie opracowany plan do wykiwania Polaków jest realizowany od lat, ot kolejna fałszywka dająca złudzenie inwestycji i rozwoju, po której okazuje się, że znów stoimy w miejscu, bo komuś na górze jest to na rękę.

Opłata za autosradę

* - wpis oparty na danych cenowych z dnia 27 lipca 2014, uwzględniając aktualne ceny paliwa i biletów PKP IC, zakładając punkt startu z centrum Krakowa do centrum Gdańska najbardziej optymalną trasą.
Chwała Ukrainie! 25. lipca 2014 08:09:00 Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

    Niech się tam dzieje, co chce, a nasze media będą nakarmione do syta, a im w podzięce politycy będą znosić każde skarby, niczym mitycznym bogom, na których wszystko można zrzucić, czy to klęski, czy sukcesy. Na Ukrainie wcale nie jest tak źle – to, co widzimy w telewizorze i co czytamy w prasie jest starannie wyeksponowanym odsetkiem życia za wschodnią granicą, i niczym innym jak skuteczną manipulacją. To prawda, że cierpią niewinni, ale nie w skali większej, niż poszkodowani przez pijanych kierowców w naszym kraju, a przecież – jak zapewniają szumne tytuły z „ostatniej Chwili” – tam jest WOJNA!

 

    Jest w tej nagonce pewna magia, z której Goebbels byłby dumny, ponieważ massmedia osiągnęły poziom manipulacji tak skrajny, że tworzą rzeczywistość, miast ją kolportować. W ostatnim czasie doszło do wypadku, w którym zginęło 298 niewinnych osób, głównie obywateli Holandii. Tutaj trzeba zaznaczyć, że nie było to działanie celowe (co potwierdzają wszyscy eksperci, a i na logikę wydaje się to całkiem oczywiste), ale wypadek ten jest pokłosiem konfliktu interesów, w którym garstka najemników udających Ukraińców próbuje wywołać poważną wojnę. Media temat podchwyciły, i zamaskowały co tylko się dało, tym wydarzeniem. Czy ktoś pamięta, że grupka ludzi w pewnej restauracji sprzedała nas? Czy ktoś zauważył przepychankę polityczną w jednej z partii?

 

    Ukraińcy zaczynają otwierać oczy. W pewnym momencie życia każdego człowieka przychodzi taki czas, kiedy na szali oczekiwań trzeba położyć obietnice oraz fakty, i w tym przypadku nasi sąsiedzi mają nadmuchany produkt w postaci Unii Europejskiej, zaś po drugiej stronie realny ciężar codzienności. Już nie chcą do Unii, tak, jak to miało miejsce w kwietniu, kiedy Majdan wygonił Janukowycza, oni – ku chwale ojczyzny – zaczynają dostrzegać show w sposób realny.

 

    Francja wciąż handluje bronią z Rosją, Putin siedzi obok Merkel na stadionie podczas meczu, Komisja Europejska nie zakazuje handlu bronią z Rosją, Anglia rozszerza eksport do Rosji, Polska wysyła mięso, tak jak wysyłała – słowem, nic się nie zmieniło, i to Ukraińcy widzą. Zwodzono ich, zostawiono na lodzie, i muszą szukać siły we własnych granicach. Smutne jest to, że tak naprawdę są ofiarami systemu znacznie większego niż jakiś tam rząd – cierpią niełaskę, bo nie są interesem dla nikogo. Nie ma tam złóż ropy jak w Iranie, nie mają także plaż Egiptu ani zagłębia diamentów z Azji, są zwyczajnym krajem, pragnącym istnieć gdzieś pomiędzy strukturami wielkiego świata. Pierwszego świata. Tymczasem telewizja pokazuje zacofanie, które wcale tak wielkie nie jest – podobny temat panował w Kanadzie, kiedy w telewizji polskiej, tam nadawanej, ludzie oglądali Samych Swoich i myśleli, że jest to najnowszy hit kinowy, a pokazywana rzeczywistość jest jak najbardziej aktualna – a kiedy oglądali wiadomości, wieścili manipulację, kłamstwo.

 

    Niech żyje Ukraina, niech jej obywatele dostrzegą złego wilka i niech nie idą do dobrej wróżki, ponieważ stracą wszystko, za co teraz walczą. I niech politycy nasi postawią Putinowi flaszkę, całą rzekę wódki, za to że podaje na tacy tematy, odciągające nas, Polaków, od naszych realiów.

Pokój wg Putina

* napisane cyrilicą, pokój.

linkologia.pl spis.pl

Jak zabijać ludzi

 

... Kodeks Karny pozwala zaplanować przyszłość z dużą dokładnością, wybierz mądrze!

Nie strzelamy, Policja! 17. lipca 2014 08:37:00 Komentarze (2)
linkologia.pl spis.pl

    Raz na jakiś czas w naszym pozbawionym broni kraju Policja musi użyć swojego ostatecznego narzędzia pracy celem przywołania niegrzecznych ludzi do porządku, a kiedy już to zrobi, echa strzałów niosą się po mediach jeszcze długie lata. Czy to przypadek chłopaka zastrzelonego omyłkowo podczas obławy, czy sprawa weterynarza omyłkowo zabitego podczas polowania na lwa, czy też ostatnie dwie akcje, w których jeden napastnik został zabity, drugi raniony.

 

    Nie nauczono nas, biednych Polaków, wychowanych na filmach sensacyjnych rzeczy oczywistych – Policja jest autorytetem – zamiast tego wszędobylski brak zaufania do tej formacji, a wręcz codzienne wyśmiewanie ich działań, szydzenie z braku wytrenowania i zdecydowania doprowadzają do sytuacji, w której jeden facet z tasakiem w ręku, niszczący mienie pod wpływem impulsu, a także – w całkiem realny sposób – zagrażający życiu obywatelom, staje się nietykalny. On tak przynajmniej myślał.

 

    Patrol wezwał jegomościa do podporządkowania się, a ten ich zignorował – stały obrazek, bo co niby mają zrobić? Użyli broni, słusznie – nawet gdy uciekał – ponieważ jego działania dawały jasny przekaz, że jest agresywny (atakował policjantów!) i może zagrozić życiu innych ludzi, nawet kiedy uciekał trzymając nóż.

 

    I teraz biedni policjanci, wykonujący swoją robotę, są szykanowani przez całe rzesze ludzi-znawców, a nawet i znawców siedzących przed kamerą w wygodnym studio, i będą się grubo tłumaczyć. Ba!, znając nasz popieprzony system, postrzelony bandyta może pozwać policję do sądu, i najpewniej wygra proces o spowodowanie uszczerbku na zdrowiu, a być może stanie się celebrytą.

 

    Strzelać, czy nie strzelać? Otóż, drodzy zwolennicy pokojowego rozwiązywania spraw – nie ma czegoś takiego, jak olewanie władzy – jeżeli chcecie, aby stała ona na straży porządku i prawa, wpierw trzeba respektować to, że w danej chwili to ludzie w niebieskich mundurach decydują, co trzeba robić, a co nie – są do tego szkoleni (tak, są drodzy znawcy) i należy z całą uwagą wykonywać ich wolę, a w przypadku tym, którym żyją prasa i media, facet jest sobie winien, zaś władza spisała się na medal. I jeśli ktoś napomknie o tym, że przez wielokrotne strzelanie owi policjanci narazili innych ludzi na utratę życia lub zdrowia odpowiadam – jak słyszysz wystrzał z pistoletu to łeb się chowa, a nie wystawia i fotki robi – po to jest strzał ostrzegawczy, nie tylko dla bandyty, ale też dla wszystkich postronnych świadków.

 

    Ale Polacy nic nie wiedzą, poza tym że wiedzą wszystko – jeśliby ten gość zdołał uciec, mógłby wziąć zakładnika, a nawet zranić czy pozbawić życia kogoś, działając pod wpływem emocji, wówczas nagonka była by tym większa za to, że policja nie strzelała. Ponieważ media silnie oddziałują na władzę, zwłaszcza na jej zwierzchników, możemy spodziewać się represji na dwóch poprawnie działających mundurowych. Czy to źle? Tak, ponieważ kolejny taki atak będzie oflagowany cichym przyzwoleniem płynącym z góry – każdy bandyta może sobie biegać z czym chce, a każdy policjant zastanowi się dziesięć razy, czy w ogóle sięgać po broń, aż będzie za późno. Czas zmienić przywołanie do porządku na nowe: - Policja, rób co chcesz, my tylko patrzymy!

radiopestka | projektdomu | kormotrin | pefioricet | szara-codziennosc | Mailing