Archiwum - czerwca 2014

Zakiszeni Polacy 29. czerwca 2014 14:43:00 Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

    W Polsce nigdy nie będzie dobrze, bo gdyby miało, już by było. Ale nie jest. Stwierdzenie te jest gorzkie i pozbawione optymizmu, jednak podstawy do jego głoszenia mamy budowane od wielu długich lat.

 

    Afera Taśmowa z udziałem czołowych polityków to wierzchołek góry lodowej – jej spód już maskują upolityczniona telewizja i prasa, wyszukując tematy zastępcze. Porażające, z jaką skutecznością realizują misję rządową, aby nikomu nic się nie stało. Mimo tego pozornego zapewnienia, które brzmi „to nic takiego, bądź spokojny” Polacy muszą być świadomi, że nagrane rozmowy nie działy się jednorazowo, że przez ostatnie lata, tej rzekomej wolności, nasza przyszłość jest ustalana przy drogich kolacjach (za które płacimy) i że żaden z polityków, dawnych czy nowych, nie ma honoru, a tym bardziej krzty odpowiedzialności za mój los. Roztrwaniają publiczne pieniądze z iście królewskim gestem, układają się między sobą, handlują głowami, wpływają na sondaże, kłamią... Nie robią nic, aby stan rzeczy zmienić.

 

    Prezydent naszego kraju, Bronisław Komorowski, który w moim odczuciu jest najbardziej bezjajecznym facetem na stołku, nawet nie zająknął się, aby zdymisjonować rząd po takiej kompromitacji. Jego premier, Donald Tusk jaja miał i poszedł w zaparte, że zwolnień w rządzie nie będzie, a o innych bohaterach afery nawet nie wspomnę. Czyli klika trzyma się dobrze, zasilana naszym kapitałem, i mieć się będzie dobrze, dzisiaj, jutro i za dwadzieścia lat. Oni będą mieć dobrze, a my posłużymy za przystawki na najdroższym balu w Polsce.

 

    Nie oczekuję państwa idealnego, ale jako praworządny obywatel, płacący tu podatki, składki, raty i wszystko to, co sprawia że Polska działa, oczekuję od ludzi rządzących krajem co najmniej solidnego nastawienia i szczerze, to nie muszą oni być biedni, o nie – niech mają swój interes, lecz niech interes kraju będzie na pierwszym miejscu w hierarchii ich wartości. Tymczasem nikt z bohaterów Vistulagate nie podał się do dymisji, wkrótce sprawa zostanie zapomniana (mówiąc kolokwialnie – ukręcą jej łeb), i żadna zmiana się nie wydarzy na stołkach, tym samym pozostawiając w kraju zakiszonych w beczce układów Polaków.

 

    I czy ktokolwiek myśli o niepowtarzalności sytuacji? Otóż, rzeczy z taśm dzieją się od czasu okrągłego stołu – od momentu kiedy zachłysnęli się władzą pierwsi rządzący, przekazując tę świńską, korytową chorobę na swoich współpracowników. Bo to na nich, bez wyjątku, bazuje dzisiejsza Polska, i w dalekiej przyszłości ludzie z tych układów, wykreowani na następców, będą tworzyć naszą zakiszoną codzienność. I żadna afera tego nie zmieni.

 

    Zabezpieczeniem rządu są podatki – wszelka destabilizacja kraju wykonana poprzez pucz, demonstrację silną na tyle, iż faktycznie mogłaby zagrozić układowi, doprowadzi do represji w postaci nowych podatków. Co więcej, wszelkie obciążenia Kowalskiego będą uzasadnione przez elity, prasę, telewizję w sposób doskonały, że każdy obywatel uwierzy, że zachwianie władzy jest zwyczajnie nieopłacalne i znów wrócimy do beczki, w której będziemy kisić się przez następne sto lat. To jest nasz układ – rządzący dają nam nadzieję, my pozwalamy im na wszystko.

 

rzad wysysa polakow

linkologia.pl spis.pl

 

"Celem każdego nieuczciwego rządu jest znalezienie takiego

kozła ofiarnego, który zwróci większą uwagę

niż rządowe akty nieuczciwości"

 

    Przy okazji doskonale opanowanego języka PR widać kierunek, w którym sprawa się potoczy. Jakimś cudem, sobie tylko znanym sposobem, nikt z polityków (tych nagranych, rzecz jasna) nie potrafi się ustosunkować do treści na nagraniach, a zwłaszcza tego, jak żonglują naszym losem i bawią się na nasz koszt. Co im się udaje zrobić z iście magiczną skutecznością, to znaleźć winnego w postaci jakiegoś tam biznesmena (pewnie był przygotowany do odstrzału) i zwrócić uwagę na to, że ktoś – poprzez wyjawienie prawdy – zakłócił ich nieskazitelny ład przekrętów i oszustw.

 

    Panowie, politycy, łgarze – ktoś was demaskuje, ma odwagę zaryzykować wszystkim celem ukazania podwórkowej polityki i iście mafijnych zapędów rządu, a wy go nazywacie przestępcą? Wniosek jest jeden, jedyny – każdy, kto jest sprytniejszy od was, jest skazany na szykany, sąd, rozprawę. Przypomina mnie się pewna otoczka przy okazji każdej afery, kiedy ludzie związani ze sprawą popełniają samobójstwo. Pewnie i przy okazji tej afery wyjdzie, że ów pan biznesmen jest pedofilem, ma dwie kochanki, oszukiwał ZUS, Krus, Srus, Urząd Skarbowy i Domowe Przedszkole, a na dodatek szantażował całą klasę polityczną.

 

    Nie zdziwi mnie żadna z powyższych rzeczy, ponieważ lata wyprównania mózgów z głów Polaków przyniosły zamierzone efekty – wystarczy słowo klucz, w tym przypadku „nielegalny podsłuch”, „przestępca”, „biznesmen” (skorelowane z nielegalnym interesem i bogactwem, którego Ty, Polaku, mieć nie będziesz) oraz kilka innych sztuczek a wnet zapomnimy o nagraniach. Aj, czy ktoś w ogóle pamięta o aferze z majątkiem Kwaśniewskich? A niby było coś…

 

linkologia.pl spis.pl

    Afery taśmowej ciąg dalszy. To, że Polacy karmieni telewizją już dawno zapodziali swój rozum jest naturalnym i prawdziwym stanem rzeczy. To, że przywykliśmy do komfortu z tego wynikającego, zgodnie z zasadą, „skoro mówią, że jest dobrze, to jest”, również mnie nie dziwi – wszak mamy czasy powszechnej akceptacji do zachowań dalece odbiegających od idei fair play (patrz: wcześniejszy tekst). Ale skoro tak wszystko jest okej, to i politycy będą mówić nam, że jest okej. Co więcej, kłamią niczym dziecko żujące czekoladę i idące w zaparte, że to nie ono ją zwinęło.

 

    Mamy trzy fakty dokonane, bezdyskusyjne. Takie, które są, czy tego chcemy czy nie. Fakt pierwszy: nagrani zostali prominentni politycy podczas ustawiania wielu wątków życia społecznego, i rozmowy te były nie tylko poniżej poziomu ludzi przedstawiających państwo, a przede wszystkim brukały przejrzystość świata politycznego (czyli oszukiwali). Po drugie, oburzenie tym większe nagranych panów, ponieważ tłumaczą zajście „sferą prywatną”, a mimo to pobierają rachunek (fakturę) na NBP, czyli w rzeczy samej, w świetle polskich przepisów fiskalnych, spotkanie te było służbowe. Po trzecie; używają wszelkich środków aby pokazać "dobre strony" tych rozmów.

 

    A ja skupię się właśnie na tej fakturze, bo fakt ten doskonale obrazuje trzy etapy zepsucia polskiej klasy (sic!) politycznej i próby zidiocenia do reszty Polaków. Otóż, linią obrony przed nagraniami jest stwierdzenie, iż spotkanie było towarzyskie, a mimo to faktura opiewa na rachunek państwowy. Nagrani panowie twierdzą wprost do kamery „to nie są pieniądze państwowe!”.  Czyżby? NBP jest instytucją państwową i dysponuje NASZYMI pieniędzmi. Nawet gdyby ów panowie zapłacili z „własnej” kieszeni, również rachunek pokrylibyśmy my, czyli Ja, Ty, i każdy Polak dobity podatkami.

 

    Czy nie jest to tragicznie śmieszne? Próba wmówienia nam odrębności instytucji państwowej od struktury finansów publicznych jest zamachem na inteligencję obywatela w stopniu co najmniej obelżywym. Co więcej, jest w tym też inny tragizm, czyli wspomniany drugi etap: politycy doczepieni do koryta wypełnionego nieskończoną ilością złotówek opanowali doskonale sztukę lawirowania w kłamstwach, i robią to na bezczelnego, idąc w zaparte w obronie swojej „niewinności”.

 

    Trzeci etap tej afery pokazuje, niestety, dno naszego kraju, na którym zarzucono kotwicę okrętu „Brak postępu” – przy jednym stole banda złodziei, degeneratów, chamów roztrwania nasze pieniądze i kreślą plany, niczym bohaterowie wielkich rozbiorów, co i jak podzielić.

 

    Ale ciemny lud to kupi, a jeśli pojawią się echa oburzenia, albo – co gorsze – ktoś zechce to zmienić – wnet wypłyną nowe afery, przysłaniające to i owo. Bo przecież... Polacy, nic się nie stało!

 

 

Polityczny Stół

Rzeczpospolita Przekrętowa 18. czerwca 2014 09:59:00 Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

   Nie ma roku w kraju bez afer politycznych albo tematów żenujących, zwłaszcza łapówkarskich, które wypływają przy okazji przetargów (o których już pisałem). Rzecz ma się w tym…skąd te zdziwienie u ludzi przy władzy, dziennikarzy? Uprzejmość często stoi na równi z uprzywilejowaniem znajomych – nie ważne czy politycznych czy sąsiadów – w sposób dający przewagę nad motłochem.

 

    Ten motłoch to każdy inny, ale nie Ja. Ja ma znajomości w urzędzie, więc przy kawce załatwi sprawy szybciej. Ja ma też znajomych w szpitalu, więc rezonans załatwi o pięć miesięcy wcześniej niż motłoch. Ja posiada także koleżanki w ZUS i na Poczcie, więc szybcikiem, bez kolejki, załatwi sprawę, jak wiadomo, błahą. Ja jest taka super…

 

    Otóż, drodzy państwo, "J"a to każdy z nas, który wykorzystuje bezpodstawnie przywileje w sposób karygodny. Rząd robi to samo w polityce i nie ma się temu co dziwić ani oburzać – mają na to nasze pozwolenie. Czym różni się podłożenie koperty na poczcie po znajomości od układania losów kraju i ustalania stołków? A niczym, ponieważ w obu przypadkach jest to przysługa, tylko kaliber działań inny.

 

    Kobieta w ciąży może stać bez kolejki i powinna być przepuszczona, tak samo niedołężna staruszka również tę kolejkę musi obejść – nakazuje tego kultura i szacunek do starszych, ale wbiegająca do pokoju ZUS pani Gienia, która wytrąca koleżankę z pracy i przez to Motłoch musi stać pięć minut dłużej, to nie tylko brak kultury i chamstwo, ale ogólno przyjęte działanie na każdym szczeblu.

 

    Politycy układają się od zawsze. Jeżeli ktokolwiek wyobrażał sobie, że dzieje się tam jak na amerykańskich filmach, gdzie Honor, Ojczyzna stoją na piedestale wartości, zwyczajnie oglądał romans nierealny jak każdy inny. Mamy we krwi krętactwo, wyniesione jeszcze z okresu powojennego i przede wszystkim, każdy Ja jest lepszy. I wielka afera się stała, bo politycy myślą o sobie…

Przereklamowany śmietnik 11. czerwca 2014 22:59:00 Komentarze (1)
linkologia.pl spis.pl

    Teraz słowo o reklamach w mieście. Jeżeli kiedykolwiek oglądaliście stare zdjęcia waszego miasta, z pewnością rzuciło wam się w oczy coś, co nie do końca jest jasne na pierwszy rzut oka. Jest czysto, i nie o brud tutaj chodzi, a o brak reklam zaśmiecających każdy budynek i wolny skwer. Ta różnica rzuca się w oczy aż za bardzo.

 

    Brakuje w naszym kraju regulacji dotyczących kierunkowskazów, więc samowolka kwitnie i oszpeca coraz bardziej nasze miasta, i nic się z tym nie dzieje dobrego. Są miejsca, które zwyczajnie odpychają śmietnikiem reklamowym, zamiast przyciągać, i naprawdę trudno się zorientować, która firma gdzie się znajduje. Zasadniczo przyczyną tego bałaganu jest wspomniany brak przepisów, jednak i zarządcy gruntów nie dbają o aspekt wizualny, bo i po co? Klient płaci, to ma jak chce.

Reklama

    W większości przypadków dałoby się uniknąć tego bałaganu, gdyby właściciel nieruchomości zrzeszającej kilku lub kilkunastu najemców zdecydował się wystawić słup reklamowy – konstrukcję przeznaczoną na grupę reklam – jednak to wymaga jednomyślności samych zainteresowanych jak i wspomnianego właściciela. I błędne koło, czyli brak przepisów, sprawia, że każdy robi, co chce.

 

    Reklamowe Eldorado nie jest przyjemne dla postronnego obserwatora, ale i zainteresowany może mieć problem z odnalezieniem w gąszczu reklam tej firmy, której akurat szuka. Jeszcze gorzej wypadają zabytki upstrzone reklamami; kamienice w centrach miast toną w takim śmietniku. Kto w ogóle wydał zgodę na takie szpetności?

 

    Porządkowanie nie nastąpi w naszych głowach – tutaj trzeba zdecydowanego działania, które zwróci uwagę postronnych obserwatorów zdegustowanych szajsem reklamowym oraz działania na szczeblu państwowym, bo skoro sami właściciele firm mają to w nosie, to ktoś za ten nos powinien ich poprowadzić. Jedną z takich inicjatyw jest akcja na Facebooku o nazwie Miasto Reklamacja, dzięki której można zobaczyć efekty pracy grafików ukazujących możliwe zmiany na terenach zaśmieconych reklamami, ale także rewiry zwyczajnie szpecące niegdyś piękne miejsca.

reklama 2

    A co z przyczepami rozstawionymi tu i ówdzie, świecącymi bilboardami w kierowców? I one powinny znaleźć się na celowniku! W gąszczu reklam, kiedy firm przybywa a każdy chce się reklamować trzeba zrobić przestrzeń przede wszystkim dla krajobrazu, a dopiero potem łagodnie weń wchodzić. Pomocą byłaby reklama zbiorcza, taka która w jednym miejscu gromadzi szereg ogłoszeń i odnośników, dodatkowo całkowity zakaz używania bilboardów na budynkach i wolnostojących – gdziekolwiek – bo państwo per se korzyści z tego nie ma (poza podatkami) natomiast szpecą one miasta najbardziej.

 

    Jeżeli nie chcecie, aby reklamowy śmietnik zdominował każdą wolną przestrzeń, macie szansę wypowiedzieć się w pewnej akcji, do której zachęcam...

LINK DO AKCJI

https://www.facebook.com/events/739065082802032/?ref_newsfeed_story_type=regular

mercedesrentk65 | nastroje | maja21 | ecommerce | onatoja | Mailing