Archiwum - grudnia 2014

Naciąganie na ropie 21. grudnia 2014 13:18:00 Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

Jednym z bardziej drażliwych tematów dla polityków jest cena ropy. Kiedy rośnie, zadowolenie Polaków z wiadomych przyczyn znacznie spada: wszystko drożeje!

W ostatnich latach suma, jaką trzeba było zapłacić za litr benzyny Pb95 mocno podskoczyła, aby w szczycie osiągnąć cenę nawet 5,65/litr, a ponieważ zbliżały się wybory, sztucznie trzymano wzrost w ryzach, coby narodu nie denerwować. Mimo tego zabiegu Orlen – nasz potentat naftowy – wciąż zarabiał.

 

Jednak nadeszła wojna Rosji z Ukrainą, a co za tym idzie, fala sankcji oraz presji gospodarczej w postaci ostrego zaniżenia cen najważniejszego surowca na świecie. Ropa, jak wiadomo, jest jednym z głównych produktów eksportowych mocarstwa Putina, więc zaniżenie jej cen znacząco osłabia gospodarkę wschodniego sąsiada. Jak to wszystko ma się do Polski?

 

Otóż, faktem jest że cena ropy spadła z prawie 120 USD za baryłkę do kwoty 58 USD. Łatwo policzyć, że spadek wyniósł prawie 50% szczytowej sumy! Na naszych stacjach paliwo kosztuje niecałe 5 PLN, więc cena została obniżona ledwie o 15%!

 

Najgłupsze tłumaczenie w historii polityki brzmi tak: Nie możemy obniżyć cen paliwa o połowę (!), ponieważ mamy spore zapasy zakupione w szczycie cenowym.

 

Zaraz, zaraz... każdy wie, że gdy w telewizji krzyczą „Cena ropy w górę”, już następnego dnia kupujesz paliwo drożej, i jakoś zapasy tutaj nie grają roli! Podwójny zysk wyciskany na tej samej informacji, tylko ubieranej tak, aby durny Polak nie załapał, o co chodzi!

 

Zarabiają, podnosząc natychmiast ceny, kiedy w świat idzie sygnał o wzroście, i zarabiają jeszcze więcej, kiedy wszędzie ropa tanieje, tłumacząc się w idiotyczny sposób. Taki jest nasz rząd i chciwość, aby wydoić każdego dwa razy, bo najwidoczniej raz to za mało...

Święta skomercjalizowane 10. grudnia 2014 07:52:00 Komentarze (5)
linkologia.pl spis.pl

     Znak naszych czasów, dwudziestego pierwszego wieku, całkowita komercjalizacja Świąt Bożego Narodzenia, gdzie – paradoksalnie – działania marketingowców nawołująca do pamiętania o magii tego wydarzenia, niszczą je. Reklamy w telewizji i wystawy sklepowe już w październiku przypominają, jakie to cudowne chwile czekają ciebie i twoją rodzinę przy wspólnym stole, jednocześnie pompując standardy i trendy na zakupy do skali mieszczącej się poza przeciętnym portfelem. Świąteczne skarpetki – istny „na odczepnego” prezent, może kosztować nawet trzydzieści złotych! Z pomocą idą banki oferujące kredyty na co tylko zapragniesz, a zapragnąć musisz, i o tym wiesz – bo gdybyś chciał spełnić marzenia (marzenia sprzedają te same banki, w kolorowych reklamach...) twoja wypłata i małe oszczędności z pewnością okażą się niewystarczające.

 

     Ceny w sklepach są sztucznie pompowane, z nich robi się promocję. Na półkach stoi mała ilość towaru, podczas spaceru pasażem handlowym słyszysz delikatne dzwoneczki, na każdej wystawie świąteczny temat – jesteś w pułapce komery do tego stopnia, że nawet nie zauważysz kiedy wydasz trzy stówy na skarpetki właśnie. Ze świąt zrobił się wyścig szczurów – przecież nie pójdzie człowiek do sklepu z kartką i z zapisanymi cenami, nie będzie grymasić przy innych klientach, kiedy miła pani oferuje zestaw perfum z „gratisem”, którego cena jest dalece niestosowna, nie odmówi super promocji na popularną właśnie grę czy film. W tym całym świątecznym zamieszaniu zwyczajnie tracimy rozum – i nie jest to dziełem przypadku, to celowy marketing powodujący utratę rozumu.

 

     Zanim się obejrzysz, masz dosyć świąt, zakupów, choinki, i tego wszystkiego, co czyniło ten okres wyjątkowym – wyczekiwania. Przez trzy miesiące bombardowania informacjami, reklamami, wystawami, muzyką w radio, czujesz jakby święta trwały jedną czwartą roku, a kiedy usiądziesz przy stole, zjesz karpia, rozdasz prezenty, nagle wracasz do rzeczywistości, o której nawet nie zdążyłeś zapomnieć przez te „magiczne” trzy dni, i robisz rachunek portfela na nowy rok, zastanawiając się, czy było warto ganiać po sklepach i zamartwiać się, zamiast zwyczajnie pomyśleć o rodzinie, spędzić ze wszystkimi czas, porozmawiać – tego nie kupisz w żadnej promocji.

Papierowa demokracja 06. grudnia 2014 10:34:00 Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

     W skrócie, demokracja to ustrój, w którym grupa ludzi wybrana przez ludność kieruje krajem zgodnie z oczekiwaniami wyborców. Teoretycznie. W Polsce narodziła się nowa demokracja papierowa. Nie dość, że rząd uznaje wybory przy frekwencji poniżej 20%, gdzie ludność dobitnie pokazuje że nie jest zainteresowana żadną z ofert, to kpi sobie z narodu uznając wyniki, co do których wątpliwości ma chyba każdy Polak z odrobiną oleju w głowie.

 

     To stanowi jednak mniejszy problem niż stan faktyczny Papierowej Demokracji. A rozchodzi się o to, że pod płaszczem obietnic wysypywanych niczym prezenty Mikołaja z magicznego worka, kryje się smutna prawda o „świniach i korycie”. Kiedy myślę o demokracji i rządzących za granicą, mam obraz ludzi dbających o państwo, reagujących na problemy, dbających o budżet. Najlepszym przykładem budującym ten obraz jest Japonia, gdzie honor i ojczyzna nie są hasłami wyborczymi a priorytetem ponad wszelką jednostkę. Nasi politycy (ze wstrętem używam tego słowa) robią wszystko… dla siebie. Z państwa zrobili dojną krowę, z budżetu koryto, z sejmu prywatny folwark.

 

     Demokracja, na którą się powołują, istnieje tylko po to aby trwali tam, gdzie ich przyspawano. Nie ma roku w Polsce bez afer. Nie ma dziedziny z życia publicznego włodarzy i osób na stanowiskach państwowych, czy to w polityce czy w firmie, czy tez w sporcie, w której nie byłoby jakiegoś przekrętu. W tym roku dowiedzieliśmy się o oszustwach na podróżach rządowych, o łapówkach w siatkówce, o ustawianiu przetargu w ZUS… ludzie, co jest nie tak z tym krajem?! Uczciwy polityk staje się oksymoronem!

 

      I gdzie w tym wszystkim jest jednostka, obywatel? Czy nie czujecie się stłamszeni, zmuszeni do bytu w warunkach urągających inteligencji? Okłamywani zewsząd,  jak nie hasłami wyborczymi to działaniem rządzących na szkodę nas wszystkich. Gdzie nie spojrzeć, tam przekręt. A dowiadujemy się o wszystkim przez pomyłkę; przy okazji „afery madryckiej”,  to przypadkowi ludzie nagłośnili sprawę i gdyby nie ten przypadek, pewnie proceder wyłudzania naszej forsy trwałby w nieskończoność. Odnoszę nieodparte wrażenie, że „demokracja” tak naprawdę w Polsce jest nazwą używaną potocznie, a pod nią kryje się komunizm z jedną kliką upchaną dla niepoznaki w kilku partiach – bo nie ważne kto wygra, zawsze mamy to samo.

mercedesrentk65 | nastroje | maja21 | ecommerce | onatoja | Mailing